Nawet jeśli pierwsze chwile na Victory Monument w Bangkoku dały się nam we znaki, to jako mistrzynie orientacji w terenie, zakończyłyśmy wycieczkę jedynie z niedosytem, że trwała tak krótko.  Z opisu w przewodniu wynikało, że czeka nas cały dzień łażenia po ruinach z tłumem Azjatów na plecach, mało obiecująca perspektywa jakby nie patrzeć. Moja towarzyszka podróży była jednak zawzięta i decyzję o wyjeździe podjęła właściwie za mnie. I nie myliła się, Ayutthaya, dawna stolica Tajlandii oddalona od Bangkoku o 80 km, okazała się miastem, do którego z wielką przyjemnością mogłabym się przeprowadzić na emeryturze :)

Po 18 h spędzonych w turystycznym busie w drodze z Koh Phangan do Bangkoku, byłyśmy zdecydowanie przeciwne opcji jakiejkolwiek zorganizowanej wycieczki. W lokalnym biurze podróży kosztowały one z tego co wiem około 800-1000 THB, a w cenę wliczony był ciepły posiłek. Zamiast iść na łatwiznę, wybrałyśmy opcję nieco bardziej karkołomną, jaką okazało się podążanie za wskazówkami z zagranicznych stron internetowych. Bez większych problemów dotarłyśmy na miejsce, więc polecam taki dojazd:

  1. Jeśli mieszkacie na Khao San Road, warto wziąć taxi do Victory Monument (autobusów w Bangkoku nikt nie ogarnia, o czym pisałam więcej tutaj). Nas taxi kosztowało 75 THB (około 8 zł).
  2. Następnie należy przejść w okolice miejsca zaznaczonego na poniższej mapie, gdzie mieści się postój lokalnych busów.
  3. Idziecie do busa który stoi najdalej lub pytacie przy stoiskach z biletami, który to ten jadący do Ayutthaya. Zajmujecie miejsce w środku i czekacie aż nazbiera się trochę pasażerów (w końcu dla dwóch osób kierowca nie będzie jechał 80 km! ;) )
  4. Przed odjazdem wręczacie kierowcy 60 THB od osoby i cieszycie się podróżą :)

Przejazd trwa około godziny, a po drodze kierowca zatrzymuje się czasem z nieznanych nam powodów (strzelam że ma jakieś układy ze stałymi pasażerami i wysadza ich po domem ;)

http://www.globaltravelmate.com/asia/thailand/bangkok/bangkok-arrival/1194-bangkok-victory-monument.html
http://www.globaltravelmate.com/asia/thailand/bangkok/bangkok-arrival/1194-bangkok-victory-monument.html
Bus do Ayutthaya
Bus do Ayutthaya
Ulica z busami koło Victory Monument
Ulica z busami koło Victory Monument

Busy z Bangkoku przyjeżdżają na nieduży placyk oddalony o około 1 km od kompleksu świątynnego, stanowiącego jedną z największych atrakcji miasta. Ayutthaya nie jest miejscem, po którym trzeba poruszać się z mapą w ręku. Miasto ma prostą symetryczną budowę, więc znalezienie drogi powrotnej nigdy nie stanowi poważnego problemu :) Aby jednak nie błądzić w nieskończoność po uliczkach w okolicy przystanku busów, polecam skręcić w prawo przy wjeździe na placyk, a następnie iść cały czas prosto, aż naszym oczom ukażą się pierwsze ruiny (nie da się ich przegapić!).

Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę w Ayutthaya był wszechobecny spokój. Po wiecznie zatłoczonym i pełnym hałasu Bangkoku była to wyjątkowo miła odmiana :) Spodziewałam się tłumów chińskich turystów, a miasteczko przywitało mnie praktycznie zerowym ruchem ulicznym i spokojnymi spojrzeniami mieszkańców siedzących w okolicznych knajpkach.

Szłyśmy przed siebie bez konkretnego planu. Południe było coraz bliżej, więc z minuty na minutę robiło się cieplej. Nie jestem historykiem, więc nie miałam jakiś konkretnych planów ani też napiętego planu zwiedzania. Kiedy naszym oczom ukazał się Wat Ratcha Burana, oczywiście skorzystałyśmy z okazji by zobaczyć go z bliska (bilet wstępu kosztuje 50 THB).

Ayutthaya Wat Ratcha Burana
Wat Ratcha Burana

Błądziłyśmy, oglądałyśmy, chowałyśmy się w cieniu nielicznych drzew przez żarzącym południowym słońcem. I to wszystko bez towarzystwa nawet jednego turysty! Nie miałyśmy konkretnego planu, więc po wyjściu z tego obiektu skierowałyśmy się w stronę kolejnych zabudowań świątynnych, które zauważyłyśmy po drugiej stronie ulicy.

Owe zabudowania okazały się być najważniejszą świątynią w Ayutthaya, nazywaną Wat Mahathat. Miejsce to znane jest przede wszystkim ze względu na obecność kamiennej głowy jednego z posągów, która w wyjątkowy sposób opleciona została przez rosnące drzewo. Choć miejsce to już na pierwszy rzut oka wyglądało na bardziej komercyjne i mniej spokojne niż Wat Ratcha Burna, czym prędzej kupiłyśmy bilety (także po 50 THB) i smakując zakupiony minutę wcześniej sok z trzciny cukrowej (potwornie słodki, ale ciekawy w smaku!), udałyśmy się do bramki wyznaczającej wejście do obiektu.

Ayutthaya Świeży sok z trzciny cukrowej :)
Świeży sok z trzciny cukrowej :)

Kupując bilety, nieco obawiałam się tłumów, które nie tylko mogą zaburzyć spokojną atmosferę miejsca, ale jeszcze będą cykać selfie ze wszystkim co stoi lub się rusza. Na szczęście okazało się, że poza sezonem świątynię zwiedzają jedynie nieliczne grupy Chińczyków (tak, wiedziałam że ich spotkam!), a mały tłumek zebrał się tylko przy znanej z przewodników kamiennej głowie.

Ayutthaya Wat Mahathat
Wat Mahathat
Ayutthaya Ruiny ciąg dalszy :)
Ruin ciąg dalszy :)
Najsłynniejsza głowa w Ayutthaya :)
Najsłynniejsza głowa w Ayutthaya :)

Ayutthaya

Po zobaczeniu Wat Mahathat ze wszystkich możliwych stron, zauważyłyśmy, że w okolicy kompleksu świątynnego znajduje się sporych rozmiarów park. Słońce prażyło niemiłosiernie, więc czym prędzej znalazłyśmy wybrukowaną ścieżkę i schroniłyśmy się w cieniu drzew.

Park w Ayutthaya
Park w Ayutthaya

Co ciekawe, w parku również znalazłyśmy sporo pozostałości dawnego królestwa w formie podniszczonych fragmentów świątyń. Wejście do parku było mimo to darmowe, a turystyczne grupy najwidoczniej nie miały tego miejsca w planie wycieczki. W ten oto sposób przez kolejną godzinę cieszyłyśmy się wszechobecną ciszą i chłonęłyśmy atmosferę miejsca.

Błądząc kolejnymi ścieżkami dotarłyśmy do następnej świątyni, jaką okazało się Wat Phra Ram. Obiekt był zamknięty, więc mogłyśmy obserwować ruiny tylko zza zamkniętej bramy (choć i tak robiły wrażenie!).

Ayutthaya Wat Phra Ram
Wat Phra Ram

Po kilku godzinach spędzonych w południowym słońcu, zdecydowałyśmy się wracać powoli w kierunku tak zwanej cywilizacji i iść coś przekąsić. Wziąwszy pod uwagę kierunek wiatru, położenie słońca na niebie i rzuciwszy monetą, wybrałyśmy drogę, która jak często nam się zdarzało, była tą właściwą :) Po drodze minęłyśmy jeden z uniwersytetów i mogłyśmy obserwować zwykłe tajskie studenckie życie. No w sumie nie wiem czy takie zwykłe, bo po lekcjach uczniowie siedzieli w parku patrząc na średniowieczne ruiny ;)

Choć przez większość wyjazdu starłyśmy się omijać kafejki i restauracji podobne do tych w Polsce, nie zastanawiając się zbytnio (i pragnąc czegoś mrożonego do picia ;) weszłyśmy do mijanej już przez nas po raz drugi kawiarni. I to była zdecydowanie jedna z najlepszych decyzji tego wyjazdu!

Widząc menu długie na 5 stron, postanowiłyśmy wybrać coś, czego nigdy w życiu nie miałyśmy okazji wypić. Wybór padł na… mrożone miętowe mleko :D Choć kawiarnia nie miała nic wspólnego z fast foodem (a w zasadzie fast drinkiem?), to warto było czekać prawie 20 minut. Miętowe mleko w Walk in Cafe to zdecydowany must have podczas wizyty w Ayutthaya!

Mrożone miętowe mleko... mniam!
Mrożone miętowe mleko… mniam!
Młodzi Tajowie bardzo chętnie przychodzą do tego rodzaju kawiarni
Młodzi Tajowie bardzo chętnie przychodzą do tego rodzaju kawiarni
Walk in Cafe w Ayutthaya
Walk in Cafe w Ayutthaya

Dokładny adres kawiarni można znaleźć na fanpage’u kawiarni na Facebooku, czyli TUTAJ :)

Po godzinie chłodzenia się w klimatyzowanym pomieszczeniu i obaleniu mrożonej miętowej czekolady (nieznacznie gorsza niż mleko ;), podreptałyśmy na prowizoryczny dworzec, licząc na jakiś bus w kierunku Bangkoku. Po drodze zahaczyłyśmy jeszcze o niezwykle barwną chińską świątynię.

Chińska świątynia w Ayutthaya
Chińska świątynia w Ayutthaya

Na dworzec doczłapałyśmy się bez większych problemów. Po około 30 min czekania i obserwowania życia towarzyskiego toczącego się w okolicy, odjechałyśmy busem za 60 THB do Victory Monument w Bangkoku, a po wizycie w Ayutthaya pozostały jedynie wspomnienia i trochę zdjęć :)

Bus do Ayutthaya Jakże gustowny sufit naszego busa :)
Jakże gustowny sufit naszego busa :)

222