Każdy ma w sobie trochę z marzyciela. I choć czasami próbujemy wyprzeć tą oczywistą prawdę, zakrywając się maską bezuczuciowca, to prawda jest brutalna. Kochamy marzyć. A marzenie uzależnia. Więc jeśli już o uzależnieniach mowa, to cześć, jestem Ania i jestem uzależniona od bujania w obłokach ;)

Skąd się biorą marzenia? Moje biorą się z niczego, no może prawie z niczego. Fundamentem sporej części z nich (szczególnie tych podróżniczych!) są informacje, które przypadkowo zobaczyłam w internecie, rozmowy z ludźmi, o których istnieniu jeszcze chwilę temu miałam pojęcia czy po prostu dziwne fantazje, które z czasem przychodzą człowiekowi do głowy. Dzisiaj zapraszam Was na zestawienie wszystkich najważniejszych marzeń z mojej listy Before I die, które spełniłam podczas wyjazdu do Tajlandii :)

 1. Zjedzenie tajskiego pad thai w Tajlandii

Niby klasyka gatunku, ale ten pierwszy talerz smażonego makaronu z kurczakiem, jedzonego w garażo-kuchni przy ulicy był zdecydowanie najsmaczniejszym w ciągu całego wyjazdu!

2. Odwiedzenie Khao San Road w Bangkoku

Za dnia to zwykła ulica z małymi kramikami, po zmroku zamienia się w centrum życia towarzyskiego całej Tajlandii. I nie mam tu na myśli grzecznego popijania piwa ze znajomymi, kiedy słońce znika za horyzontem, cała ulica zamienia się w jedną wielką imprezę, która wygląda jak wrocławski Pasaż Niepolda z kilkunastokrotnie większą liczbą ludzi przypadającą na 1 m2 :D To miejsce jest po prostu esencją współczesnej backpackerskości ;) Po północy tylko dla ludzi o mocnych nerwach!

3. Wypicie bucketa

Jeśli pozostajemy w tematyce imprezowej, to rzeczą, której po prostu trzeba spróbować w Tajlandii są buckety, czyli drinki w plastikowym wiaderku (takim jak do robienia babek z piasku). I nie chodzi nawet o walory smakowe, samo zjawisko picia z wiaderka jest po prostu warte przelecenia 10 000 km ;)

4. Przejażdżka tuk tukiem

Tuk tuki takie niby-taxi, które mkną przez miasto z zawrotną prędkością, nie do końca przestrzegają przepisów i bardzo często stanowią okazję do zdarcia z turystów ostatniego bahta. Nie mniej jednak, być w Tajlandii i nie przejechać się tuk tukiem, to prawie jak zrezygnować z przejażdżki żółtą taksówką w Nowym Jorku ;)

Tuk Tuk!
Tuk tuk!

 

5. Domek przy plaży z widokiem na morze

Licealiści mają różne marzenia. Jedni chcą zdać prawko, drudzy w końcu odłożyć na samochód, a jeszcze inni po prostu mieć święty spokój i obejrzeć cały sezon ulubionego serialu. No a ja dwa lata temu wymarzyłam sobie domek przy plaży na Koh Phangan ;)

20150531_104103
There is a place…

 

6. Tajski masaż na plaży o zachodzie słońca

Nic dodać, nic ująć, po prostu było cudownie ;) Pozdrawiam panie masażystki z plaży Haad Yao, które nas zagadywały za każdym razem, jak szłyśmy do 7/11 na skróty! :D

 7. Zjedzenie smażonego robaka

Są takie marzenia, które chcemy spełnić mimo uczucia obrzydzenia czy czasami wręcz paniki. Jedzenie robaków to ten właśnie rodzaj fantazji ;) Skończyło się na smażonym koniku polnym, który smakował trochę jak solone chipsy :D

8. Zjedzenie duriana

Ta opcja jest dużo mniej obrzydliwa, jakkolwiek nie mniej ekscytująca. Durian to podobno najbardziej śmierdzący owoc świata (w taksówkach w Bangkoku jest nawet specjalny znak przypominający o zakazi wnoszenia go do środka!), chociaż mnie zapach bynajmniej nie zraził ;) Ale może była to kwestia przytępienia zmysłów spowodowana ostrością jedzonej wcześniej papaya salad :D

9. Kupienie spodni w słonie

Po czym poznać turystę w Bangkoku?? Nie, bynajmniej nie po skarpetkach do sandałów ;) Znakiem rozpoznawczym wszystkich przyjezdnych są materiałowe spodnie w słonie, które można dostać prawie na każdym stoisku na Khao San Road za ok. 10 zł. I uwierzcie mi, ludzie wiedzą co robią, kupując po trzy pary najwygodniejszych spodni świata (piszę te słowa siedząc w moich ulubionych :D ).

Spodnie w słonie!
Słonie słonie słonie!

 

10. Drink pod palemką

Nie liczy się smak, nie liczy się cena, liczy się tylko fakt palmy nad głową i różowe błyski burzy nad sąsiednią wyspą Koh Samui oglądane na plaży ;)

11. Kajakowanie w jaskiniach

Ten (dziwaczny jakby nie patrzeć) pomysł pojawił się w mojej głowie po obejrzeniu jednego z wypasionych filmików z podróży na YT. Oficjalnie ogłaszam, że ja i Baśka jesteśmy mistrzyniami Ang Thong National Marine Park w wiosłowaniu synchronicznym :D

12. Byłam w dżungli

Choć dżungla na Koh Phangan była jedynie namiastką prawdziwej nieprzeniknionej zieleni, to przez pająki wielkości dłoni, marzenie uważam za zaliczone!

13. Spotkałam znajomych, którzy mieszkają na końcu świata

Wiecie jakie to uczucie żegnać się po konferencji z nowymi znajomymi i mieć świadomość, że prawdopodobnie nigdy więcej ich nie spotkamy? Z takimi uczuciami opuszczałam Toshiba Youth Conference w Tokyo. Na szczęście scenariusz okazał się bardziej optymistyczny i udało mi się odwiedzić moich tajskich przyjaciół!

14. Udzieliłam wywiadu

No dobra, bo moje ego zaraz pęknie :D I co z tego, że z zaskoczenia i że dla innej blogerki? Wywiad to wywiad, więc mogę skreślić z Before I die ;)

Wakacje dla większości zaczęły się dopiero dzisiaj, więc zamiast siedzieć przed komputerem i przewijać walla, proponuję wreszcie wziąć się za swoje marzenia ;) Bo marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia! :D