To było prawie 2 lata temu. Gdzieś z czeluści facebooka wyłonił się niespodziewanie artykuł o polskiej parze, która zamiast wziąć kredyt i ustatkować się, wyjechała na Koh Phangan i zamieszkała w drewnianym bungalowie. Krótki research i kolejne marzenie trafiło na moją listę Before I die. Mimo że nie miałam jeszcze wtedy pojęcia, gdzie dokładnie znajduje się ta cała Koh Phangan, na moją listę marzeń czym prędzej powędrowało kolejne: spędzić noc w drewnianym domku z widokiem na morze na Koh Phangan.

Po długich dwóch latach ekscytacji każdą nową informacją na temat Tajlandii i samej wyspy, udało się. Po męczącej, ale także ekscytującej podróży z widoczkami na sąsiednią Koh Samui, postawiłam pierwsze kroki na wymarzonej Koh Phangan. Co mnie aż tak przyciągało do tej wyspy? Trudno powiedzieć. Nie chodziło tylko o ładne widoczki i drinki pod palemką. To była raczej kwestia udowodnienia sobie, że marzenia się nie spełniają, ale marzenia się spełnia.

No super, dotarłam na wymarzoną wyspę, ale co dalej? Trzeba jeszcze znaleźć chatkę z widokiem na morze i z hamakiem na tarasie (tak, wiem, wybredna jestem ;)). W internecie moją uwagę przykuło kilka miejsc z naszej półki cenowej i po krótkiej konsultacji, wybór padł na resort Coco Gardens, który w wirtualnym świecie prezentował się najlepiej (możecie sami sprawdzić TUTAJ).

Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Idziemy, idziemy, a resortu nadal nie widać...
Idziemy, idziemy, a resortu nadal nie widać…

Idziemy sobie spocone i zmęczone popołudniowym słońcem, GPS pokazuje że to już tu, a resortu nadal nie widać. Jest tylko wąska ścieżka pełna kałuż. Nie zamierzałyśmy się poddać, więc czym prędzej, lawirując tak, by ominąć wodę, w końcu dotarłyśmy do Coco Gardens (ahhh ten kobiecy instynkt i orientacja w terenie ;)). Przywitała nas bardzo sympatyczna Tajka, która wyglądała prawie identycznie jak jedna z moich tajskich znajomych, poznanych na konferencji w Japonii. Bez żadnego problemu dostałyśmy domek w drugim rzędzie od plaży w wersji twin ( z dwoma pojedynczymi łóżkami) z wiatrakiem. Co więcej, okazało się, że jeśli zostaniemy od razu na 4 noce, to cena spadnie z 450 THB do 400 THB, co jeszcze dodało uroku całej sytuacji :)

Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Drewniane domki!
Drewniane domki!

Domek okazał się być całkiem sporych rozmiarów, w środku, co oczywiste, stały dwa łóżka, bambusowa szafka, a przyjemny chłodek udało się uzyskać po włączeniu dwóch wiatraków umiejscowionych nad łóżkami. Do bungalowu dobudowana była łazienka, równie przyzwoita i czysta jak reszta budynku. Warto wspomnieć, że w cenie dostałyśmy ręczniki, mydełka i papier toaletowy. No i taras! Tak jak założyłam jeszcze sporo przed wyjazdem, z naszego balkono-tarasu widać było morze, które podziwiałam sobie regularnie, leżąc w hamaku i rozwiązując sudoku :)

Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan W środku
W środku
Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Jest i hamak!
Jest i hamak!

Na terenie kompleksu znajduje się 25 bungalowów w 4 różnych cenach, zależnych od wyposażenia, położenia i pory roku a nawet miesiąca. Po szczegółowe informacje na temat cen zapraszam TUTAJTUTAJ.

Goście mogą korzystać też z plaży położonej bezpośrednio przy resorcie i z tarasu, z którego rozpościera się cudowny widok na sąsiednią Koh Samui. Co więcej, na tarasie można położyć się w cieniu na super wygodnych poduszko-matach oraz skorzystać z lokalnego baru (podczas sezonu niskiego mieli 20% zniżki na drinki). Na gości czeka też restauracja, w której można zjeść zarówno tajskie, jak i bardziej europejskie dania (trudno mi powiedzieć czy smaczne, bo wolałyśmy stołować się na lokalnym bazarku ;)).

Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Bar i taras
Bar i taras
Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Bar
Bar
Coco Gardens i mój wymarzony domek na Koh Phangan Najwygodniejsze poduszki na świecie!
Najwygodniejsze poduszki na świecie!

Coco Gardens jest idealnym miejscem do zaznajomienia się z wyspą. W okolicy znajdziemy Tesco, 7/11, night market, a do samego portu jest około 1 km. Co ważne, nie ma problemu z przechowaniem plecaka nawet na cały dzień, jeśli w dniu wymeldowania chcecie jeszcze przejść się po okolicy.

Gorąco polecam to miejsce nie tylko przez dobre warunki mieszkaniowe, ale też ze względu na pustą (zupełnie!) plażę, ciszę i spokój wieczorem oraz dobrą lokalizację :)

Po szczegółowe informacje na temat Coco Gardens na Koh Phangan zapraszam na ich stronę internetową, czyli TUTAJ oraz na stronę na bookingu, czyli TUTAJ.

Na koniec zapraszam Was na krótki filmik z wyspy Koh Phangan :) Miłego oglądania!

(Wpis NIE JEST w żaden sposób wpisem sponsorowanym. Coco Gardens to moje ulubione miejsce na Koh Phangan i polecam je tylko na podstawie własnego doświadczenia.)