Opuszczamy cichą jeszcze ulicę Khao San Road i omijając tłum lokalnych taksówkarzy, zmierzamy wzdłuż kolorowego płotu odgradzającego turystyczne getto od reszty miasta. Jeszcze tylko skręt w lewo przy dużym skrzyżowaniu z ołtarzami ku czci królowej i dochodzimy do właściwego postoju taksówek (czytaj tego, gdzie oszukać cię chce jedynie połowa taksówkarzy). Pierwszy z kierowców chyba nie do końca wie o co nam chodzi, a może tylko udaje, by nie pakować się w popołudniowe korki, które w Bangkoku są normą. Podchodzimy do kolejnego. Kręci głową, ale każe nam wsiadać. Upewniam się tylko czy na pewno nie próbuje zedrzeć z nas zbyt wiele wskazując urządzenie i pytając ”Taximeter?”. Po skinieniu głową ze strony prowadzącego ruszamy do zupełnie obcej, a jak się potem okaże, jednej z najbliższych mojemu sercu, dzielnic Bangkoku, czyli Chinatown.

Ulica Yaowarat w Chinatown
Ulica Yaowarat w Chinatown

Jazda taksówką nie trwa długo nawet pomimo zatłoczonych ulic i zatrzymania nas przez lokalną policję, która po sprawdzeniu dokumentów kierowcy i zabraniu łapówki, puściła nas wolno. Stajemy przy głównej ulicy w dzielnicy, opisywanej we wszystkich przewodnikach po mieście, czyli Yaowarat. Płacimy kierowcy około 10 zł i zaczynamy żałować, że klimatyzacja z taksówki nie działa także na dworze. Nasze ręce zaczynają się kleić, a na czole stopniowo pojawiają się kolejne kropelki potu.

Chinatown Bangkok
Chinatown Bangkok

Przy głównej ulicy panuje gwar, a tłum ludzi próbuje się przemieszczać po tej wąskiej części chodnika, która nie została jeszcze zajęta przez sprzedawców. Naszym celem dnia jest odwiedzenie Pak Khlong Talat, zwanego również Flower Market, czyli jednego z największych targów kwiatowych w Tajlandii.

Chinatown Bangkok

Sklepiki w Chinatown
Sklepiki w Chinatown

Sklepiki w Chinatown

Sklepiki w Chinatown

Google Maps pokazuje nam trasę i wszystko byłoby dobrze, gdyby GPS potrafił wśród dosyć gęstej zabudowy znaleźć naszą lokalizację. Biedaczek nie może sobie dać rady, a my podejmujemy jedną z lepszych decyzji całego wyjazdu- idziemy przed siebie, mniej więcej w kierunku wyznaczonym przez mapę. Gubimy się już po chwili, kiedy to po przejściu przez Old Market, wybieramy wąską uliczkę prowadzącą w kierunku rzeki. Pojawiające się budynki wyglądają gorzej niż te przy głównej turystycznej ulicy. Pokryte często blachą, bez jakiejkolwiek wyjściowej elewacji, kryją w sobie ludzi pragnących uciec od majowego skwaru. Po drodze trafiamy do dwóch chińskich świątyń i podziwiając bogactwo kolorów, chowamy się na chwilę w cieniu jednej z nich. Po krótkiej przerwie skręcamy w kolejne uliczki i po około pół godziny błądzenia docieramy nad rzekę- brudną, szarawą i mało atrakcyjną, która była dla nas jednym z niewielu drogowskazów w Chinatown.

Chińskie świątynie w Chinatown w Bangkoku
Chińskie świątynie w Chinatown w Bangkoku

Chińskie świątynie w Chinatown w Bangkoku

Lokalni handlarze właśnie rozkładają stoiska, prawdopodobnie szykując się na wieczorne łowy. Zdziwieni widokiem białych, wyglądających na dodatek na dużo młodsze osóbki, uśmiechają się niepewnie i po chwili namysłu wracają do pracy, którą wykonują prawdopodobnie do dziecka.

Jedzenie w Chinatown

Idziemy wzdłuż rzeki przyglądając się coraz to bardziej zaniedbanym budynkom. Od Tajki nie znającej po angielsku ani słowa kupujemy butelkę przeraźliwie słodkiego napoju o smaku pomarańczy i dziękujemy lokalnym „kapunka”.

Kawałek dalej naszą uwagę przykuwa grupa młodych chłopców. Część z nich ma prawdopodobnie korzenie tajskie, nieliczni przypominają wyglądem mieszkańców Chin. Wszyscy w wieku najwyżej nastoletnim, biegają wesoło za piłką wyobrażając sobie, że grają na światowej sławy arenie. Uśmiechnięci od ucha do ucha, krzyczą do siebie w niezrozumiałym dla nas języku. Na początku w ogóle nie zwrócili na nas uwagi. Pochłonięci grą, zauważyli nas dopiero z odległości kilku metrów i zaczęli gwizdać- typowe dla młodzieńców, którzy nie często mają okazję oglądać młode dziewczyny z Europy. Co ciekawe, nie ruszyli w naszym kierunku, przyglądali się tylko krzycząc coś do siebie nawzajem. A my szłyśmy dalej, dziękując samym sobie za pomysł kupienia przed wyjazdem sportowych koszulek bez głębokich dekoltów.

Żar lał się z nieba a niemiłosierny GPS nadal wskazywał lokalizację oddaloną w znacznym stopniu od targu kwiatowego, który był celem naszej wycieczki. Błądziłyśmy w kolejnych uliczkach, trafiając w strefy bardziej lub mniej zaniedbane przez miejscowych, często po prostu opuszczone. Idąc starym asfaltem i obserwując nieestetyczne mini wysypiska śmieci myślałam tylko o jednym- to już naprawdę koniec świata. A przynajmniej koniec mojego osobistego świata.

Siedząc bezpiecznie w domu nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, dokąd sięgają nasze osobiste granice, gdzie kończy się strefa komfortu, o której przekraczaniu ostatnimi czasy mówi się tak wiele. Często słyszymy, że podróż na koniec świata do jedna ze skrajnych form wyjścia z owej strefy. Czy to prawda? Mam wrażenie, że dopiero spacer brudnymi ulicami tajskiego Chinatown oraz widok dzieci grających (czasem boso) w piłkę był krokiem poza mój własny świat.

Nad rzeką GPS odzyskał sprawność i bez większych problemów trafiłyśmy na wyczekiwany już od co najmniej 1,5 h targ. A na miejscu stwierdziłyśmy, że targ jak targ, kwiatki ładne, ale żeby robić z tego atrakcję turystyczną? I dopiero wtedy zaczęłam dziękować sobie za porzucenie nawigacji i wędrówkę tymi wybitnie nieturystycznymi ulicami. Bo to nie targowisko, nie różnica zdobień, nie liczne świątynie sprawiły, że Chinatown stało się moją ulubioną dzielnicą w Bangkoku. To widok zaniedbanych budynków, spokojnych staruszków wykonujących powoli swą pracę sprzedawcy, chłopców grających na boso w piłkę czy hurtowni, którą u nas sanepid mógłby zamknąć jeszcze przed przekroczeniem progu sprawił, że wyszłam w własnego ograniczonego świata i zobaczyłam, że czasami najlepszym sposobem na poznanie jakiegoś miejsca, to po prostu się zgubić.

Jedzenie Chinatown Bangkok

Jedzenie Chinatown Bangkok

Chinatown Bangkok nocą

Informacje praktyczne o Chinatown

  • Z Khao San Road do Chinatown można dotrzeć na co najmniej 3 sposoby: 1) taksówką za około 5-10 zł zależnie od korków 2) boat taxi, o czym pisałam TUTAJ 3) pieszo, idąc cały czas prosto koło Wielkiego Pałacu.
  • Jeśli zdecydujecie się jechać do Chinatown taksówką, warto wysiąść przy ulicy Yaowarat, przy której znajduje się też duże Tesco
  • Z Yaowarat do Flower Market można dojść podobno w 19 min idąc poniższą trasą, ja jednak polecam zgubienie się i zrezygnowanie z podążania ślepo za nawigacją :)
  • Jeśli dotrzecie do Chinatown dzięki boat taxi, idąc od portu prosto, skęćcie w lewo w jedną z handlowych uliczek, a traficie w miejsce, które mi osobiście nie mieściło się w głowie. Takiej ilości towaru sprzedawanego hurtowo jeszcze nie widziałam ;)
Jak dojść do Flower Market w Chinatown?
Jak dojść do Flower Market w Chinatown?

222